Blog,  Dbam o siebie

Jak wrócić do mediów społecznościowych? Da się żyć bez fejsbuka czy instagrama i jednocześnie wieść ciekawe życie!

Dziwnie pisze mi się ten wpis, stąd brak przywitania. Od czego zacząć? Nie mam pojęcia. Minął rok od…wielkich zmian w moim życiu. Nawet nie wiem jak ugryźć ten temat. Jak poinformować świat o moich osiągnięciach zarówno tych małych jak i dużych. Nazbierało się tego, ale najważniejsze że stałam się lepszą wersją samej siebie.

Najpierw chcę oznajmić, że mam sentyment do tego miejsca, mimo że nie udało mi się stworzyć takiego bloga jakiego sobie wymarzyłam, to jednak bardzo wiele się nauczyłam a nawet co nieco udoskonaliłam. Na obecną chwilę plan jest taki, że mój powrót do mediów społecznościowych odbędzie się za pomocą tego bloga. Ta przestrzeń nadaje się idealnie do tego, aby zachować to co sobie wypracowałam przez ostatnie kilka miesięcy – święty spokój od fejsbuka, instagrama, codziennej dawki wiadomości z Polski i świata oraz innych zbędnych informacji faszerujący mój umysł. Ciągle rozmyślam jak dopuścić do siebie informacje ze świata, ale tylko w ograniczonej ilości. Niestety nie mam jeszcze stricte dobrego pomysłu na to, ale uznałam, że najpierw przetestuje do tego mój blog.

Uprzedzam, że najbliższe wpisy będą się ukazywać w długich odstępach czasu, ponieważ mam ograniczony czas. Po prostu w tej chwili jestem skupiona na realizacji swoich celów. Jakich? Może zdradzę jakie a może nie, a może się pochwalę już tylko wtedy gdy osiągnę to co chciałam. Nie wiem jaką będę mieć potrzebę w danej chwili. Na razie czuję powściągliwość.

Co z tymi mediami? No właśnie co? Co się stało z największą aktywistką na fejsbuku jaką byłam?

Spróbuję odpowiedzieć, ale nie wiem czy to wyjaśnię w jednym wpisie. Zobaczymy. Właśnie nic się takiego nie stało. Nie było żadnego incydentu, który by spowodował moje wycofanie się z portali społecznościowych. Prawdopodobne kiełkowało to we mnie od bardzo dawna. Wiele rzeczy na portalach społecznościowych nie podobały mi się, z czasem zaczęły mnie mocno irytować, a to w konsekwencji miało duży wpływ na moje samopoczucie. Co mnie wkurzało? Wymienię dwie kwestie, tak w ogólnym stwierdzeniu – niekontrolowana obłuda oraz przekaz informacji w coraz to niższej jakości.

Nie cierpię obłudy? Chyba dlatego, że jestem najbardziej szczerą osobą jaką znam, nie akceptuję fałszu w każdej postaci, okazuje to odruchowo. Co najlepsze, jestem mistrzynią wywąchiwania ściemniaczy, nie ważne czy w realu czy wirtualnie. Moja cierpliwość po prostu się skończyła. Nie chcę się z czymś takim obcować. Nawet jeśli nie jestem w stanie tego wyeliminować, to na pewno mogę to ograniczyć do minimum. Obłuda na fejsbuku, instagramie czy na innym portalu jest wyjątkowo nasilona, czy to wpisem czy to zdjęciem czy lajkiem, bez różnicy, jest to poważna choroba, która się coraz bardziej pogłębia na całym świecie. Podobnie jest w realu – nieszczere uśmiechy, brak skupienia na tym co mówisz, pełno płytkich znajomości zero głębszych, a już rzadkością są normalne szczere rozmowy, nie tylko o przyjemnościach, ale o poważnych sprawach. Ja nie zmienię całego świata, ale mogę zmienić siebie i moje najbliższe otoczenie. Marzeniem byłoby zmienić moje miasto, które jest mi niesamowicie bliskie. No cóż marzyć można. Jednak już sam fakt, że ja chcę się zmienić i chcę odpowiednio nastawiać swoje środowisko – wiele znaczy. Jakby tak każdy robił…to sami wiecie. Wspaniała wizja! Ja zawsze będę autentyczna, taka już jestem, nie potrafię być inna, na szczęście. Stąd nie potrafię zaakceptować obłudy. Poza tym nie chcę i już!

Niższa jakość informacji? No nie jest łatwo wygrzebać istotne informacje z osi czasu fejsbuka scrollując walla, który nie ma końca. Normalnie studnia bez dna. Ile się czasu traci? A ile naprawdę z tego są to informacje pożyteczne? Szczerze, to nawet nie 50%, ba nawet nie wiem czy zebrałoby się 30%. A skąd to wiem? Istotne informacje nie mogą się co chwilę pojawiać a tym bardziej codziennie, to jest zwykły rachunek prawdopodobieństwa. Kiedy interesujesz się wieloma obszarami i przez lata je śledzisz, jesteś w stanie to zaobserwować. Problem tkwi, że większość z nas nie potrafi rozróżnić co jest istotne a co po prostu zbędne. Chcemy wszystko wiedzieć. Już teraz. Jak najwięcej. Jakby wszyscy byli chorzy na FOMO (fear of missing out). Sama kiedyś tak miałam. Nawet nieźle mi to wychodziło, mimo że potrafiłam pewne kwestie pogodzić, to i tak byłam obciążona dużą ilością informacji, które ostatecznie i tak miały wpływ na mój stan emocjonalny. Wtedy nie zdawałam sobie z tego sprawę jakie to jest istotne, jakie to szkodliwe. Jak widać do wszystkiego trzeba dojrzeć. Teraz jestem zdania, że jak coś ma być dla Ciebie to i tak dotrze do Ciebie. Może to dłużej trwać, ale to tylko oznacza, że to będzie właściwy czas, aby się o tym dowiedzieć. Stąd polubiłam newslettery. Niestety nie każdy właściciel strony internetowej wykorzystuje tą opcje, a szkoda.
Niby nic takiego, że tyle jest badziewia w mediach społecznościowych, no niby tak, ale ja zaczęłam szanować swój rozum i nie chcę go codziennie faszerować bezpłodnymi informacjami. Uświadomiłam sobie, że należy szczególnie dbać o kondycję swojego umysłu, aby to robić, nie można wpakowywać do niego śmieci, bo nie będzie miejsca na to co właściwe, no to co poprowadzi Cię do przodu.

Czy tęsknię za aktywnością na fejsie? Jak wygląda życie bez fejsa, instagrama?

Czasem się zdarza, bo wiem, że przekazywałam wiele pożytecznych informacji przeplatane z moją nadziemską energią, ale zazwyczaj o tym nie myślę. Nie mam ciągoty. Nie ciekawi mnie co tam się dzieje. Nie ciekawi mnie co dzieje się u innych. Jak mam się coś dowiedzieć co się wydarzyło u innych, to w odpowiednim czasie się dowiem. Na razie jestem wyłączona, co nie oznacza że nie korzystam z fejsa. Korzystam z powiadomień konkretnych stron i grup oraz z subskrypcji wydarzeń. W tematach, które mnie interesują, staram się być na bieżąco. Jednak nie przeglądam głównej osi czasu. Od października zdarzyło mi się może z kilka razy wejść i po pół godziny przeglądania zrezygnowałam, bo tak to mnie zmęczyło. Natłok informacji.

Życie bez portali społecznościowych jest spokojniejsze, bardziej uporządkowane i nierozproszone. Stałam się bardziej skupiona i zdystansowana. Mój umysł nabrał większego wigoru, a to z kolei spowodowało, że pojawiły się nowe pomysły, które obecnie realizuje. No i zyskałam czas….na nowe cele i rozwój. Tak tak, źle nie przeczytaliście. Zyskałam go i w to w taki łatwy sposób. Stałam bardziej szczęśliwa niż byłam, a dodatkowo te ‘moje szczęscie’ jest teraz jeszcze głębsze. Intymne. Dojrzałe.

Żeby nie było obłudy z mojej strony, to podkreślam, że nie jestem zwolennikiem niekorzystania z mediów społecznościowych, wręcz przeciwnie te źródła mogą bardzo wiele ułatwiać w życiu. Też nie jest tak, że stałam się ignorantką na to co dzieje się wokół mnie, bo tak nie jest. Jak mnie interesuje co u kogo się dzieje, co dzieje się w mieście czy na swiecie, to konkretnie zwracam się do tych osób bądź do odpowiednich źródeł informacji, nie musze być na bieżąco, wystarczy że co jakiś czas uzupełniam wiedzę o te osoby i tematy, które mnie interesują, które są mi bliskie.
Jak już wyżej wspomniałam, że jestem na etapie znalezienia właściwego środka między tym co było na tym co jest teraz. Trzymajcie kciuki!

Tak się stało, że właśnie odkryłam Wam jedną z kart zmian w moim życiu, ten kto przeczytał, powinien teraz spróbować przeanalizować swoje życie pod tym kątem co napisałam. Spróbuj. Zastanów się. Jeśli czujesz potrzebę to napisz. Fajnie byłoby, żeby wartość tego postu została spożytkowana choć odrobinę. No to dzieła!

PYRSK!

komentarze 2

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.